PRZEPISY DLA WEGETARIAN I WEGAN___SLOWFOOD___SLOWLIFE___WARSZTATY KUCHNI WEGAŃSKIEJ___YOGA___INSPIRACJE

poniedziałek, 1 lipca 2013

Wege ciąża.

Ostatnio często słyszę pytanie, czy będąc w ciąży pozostałam na diecie wegetariańskiej. Bo przecież mój organizm ma teraz większe zapotrzebowanie na składniki odżywcze. Odpowiadam, że głównie z tego powodu pozostałam przy swoim sposobie odżywiania się.
Prawidłowo zbilansowana dieta wegetariańska pokrywa pełne zapotrzebowanie organizmu na składniki odżywcze. Nie widzę żadnego powodu, aby dodać do niej mięso i jego przetwory (mój lekarz również). Jeśli chodzi o mleko, przetwory mleczne, sery i jaja - stanowią znikomą ilość mojego pożywienia. 
W pierwszym trymestrze, gdy męczyły  mnie nudności, zbawienna okazała się zwykła bułka z serem żółtym (nie wiedzieć czemu;) ), więc nie broniłam się specjalnie. 
Nie przypuszczałam, że dopadną mnie ciążowe smaki - na szczęście dotyczą głównie owoców:) Ananas rządzi od samego początku ;)

Myślę, że najistotniejsze jest, aby się nie stresować. Nie jeść na siłę rzeczy, które absolutnie nam nie smakują i katować się, bo przecież są zdrowe. Z reguły da się je zastąpić czymś, co być może bardziej przypadnie nam do gustu.
Natomiast nie jestem zwolenniczką zaspokajania każdej zachcianki, w każdej ilości. Musimy mieć świadomość, że odżywiamy się dla dwojga, nie za dwoje. 


Co zatem jeść w ciąży? 


;)


4 komentarze:

  1. podziwiam!

    sierotkamarysiawkuchni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nawet nie mówiłam mojemu gin o tym ze jestem wege, uważałam że tą radę za absurdalną i głupią, podobnie jak radę by pediatrze mówić że dziecko jest wege. No bo o co chodzi? To tak jakby przyznawać że to jest gorsza dieta którą trzeba kontrolować ze specjalistą. Nikt nie każe rodzicom dzieci mięsożernych mówić o tym lekarzowi mimo że tak naprawdę większość z tych dzieci nie ma pojęcia co to jest soczewica, zielenina to dla nich to co wchodzi w skład bulionu a owoce są jadalne tylko po dosłodzeniu cukrem. Śniadanie to bułka z szynką i serem lub jak chcą zdrowo to słodzone płatki kukurydziane, na drugie śniadanie danonek, obiad to ziemniaki z kotletem lub pierogi a kolacja drożdżówka, ilość porcji owoców i warzyw: 0 (menu z 100% przedszkoli które przejrzeliśmy jak przez moment myśleliśmy czy nie posłać do nich swoją córkę). No ale nikogo z nich nie zmusza się do poczucia winy i sprawdzania czy przypadkiem nie upośledzają swojego dziecka bo prowadzą pełnowartościową dietę. Ale to ja muszę konsultować z lekarzem dietę dziecka by sprawdzić czy przypadkiem go nie zabijam dając mu na śniadanie owsiankę owocową lub kanapki z warzywami, na drugie śniadanie banan czy inny owoc, na obiad paciaje (czyli połączenie różnych kasz, nasion i ogromnej ilości warzyw - najlepiej wszystkiego po trochu z lodówki ;) czasami też przyplącze się tam makaron) bo nigdzie w tym menu nie znalazł się napakowany hormonami kurczak lub ryba z dodatkiem metali ciężkich.

    Jeśli doskwierają ci pytania "dlaczego nie wrócisz do mięsa, przecież musisz dbać o swoje dziecko" to po porodzie przejdą z dziwnego niedowierzania i udawanej troski o wasze zdrowie w formę zarzutów i ataków. Jak nikt cię nie zmusi do jedzenia mięsa tak trzeba uważać bo dobroduszni ludzie będą robili wszystko by podstępem ratować tą biedną duszyczkę którą tak brutalnie katujesz.

    Mi na mdłości pomagał lekko przymrożony banan pokrojony w kawałki w formie cukierka do ssania albo nawet same kostki lodu gdy jakikolwiek smak powodował u mnie wymioty i niestety nie przeszło to po pierwszym trymestrze. A ciążowe zachcianki ukierunkowały się bardziej w stronę muzyki i filmów niż jedzenia. Po porodzie gdy stanęłam na wagę byłam 5kg chudsza niż przed ciążą :P (niestety wróciło ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą. Wiedza na temat zdrowego odżywiania nadal jest znikoma,stereotypowa. Ale mimo wszystko raczej nie spotykam się z krytyką - bardziej z ciekawością. Mam nadzieję, że po porodzie też tak zostanie, tym bardziej, że mam już 9-letnią córkę, która doskonale sobie radzi bez mięsnych dań.

      Jeśli chodzi o przedszkolne menu - masakra. Mieszkamy w małej miejscowości i nie miałam zbyt dużego wyboru. Menu pamiętałam dokładnie z czasów własnego dzieciństwa - nie zmieniło się:) Niestety słodkie, rozgotowane jedzenie pomieszało trochę w smakach córci, ale szybko naprawiliśmy szkody;)
      Trzeba jakoś balansować pomiędzy, czasem kompromis, czasem stanowczo NIE;)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Myslę, że mój blog może odpowiedzieć na twoje wątpliwości

    OdpowiedzUsuń